BIP

Zespół Szkół Ogólnokształcących

TEJ ZIMY ŚWIAT SIĘ ZATRZYMAŁ

2020-03-20

Ludzie mają taką ciekawą tendencję do zastanawiania się nad „końcem świata”. W mediach ciągle pojawiają się informacje o planowanych uderzeniach meteorytów czy asteroid, które niby mają zniszczyć naszą planetę. Jednak tak właściwie, to Ziemia, ni stąd ni zowąd, znalazła się w sytuacji zupełnie innego zagrożenia...

 

Jak to się zaczęło?

Pod koniec roku 2019 w Chinach pojawił się tajemniczy wirus, który doprowadził do epidemii zapalenia płuc w mieście Wuhan. 13 stycznia 2020 r. potwierdzono pierwszy przypadek choroby poza Chinami – w Tajlandii. 4 marca 2020 r. wirus SARS- CoV-2 został wykryty u polskiego pacjenta z Zielonej Góry.

 

Łatwe poddawanie się panice, czyli najgorsze z możliwych postępowań

Można powiedzieć, że to tutaj tak właściwie zaczęła się wszechobecna panika. Ludzie rzucali się na sklepy, wykupowali bezmyślnie wszystko, stali w kilometrowych kolejkach. Wszystko to dlatego, by zrobić „zapasy na czarną godzinę”. Jednak czy to ma jakikolwiek sens? Student, który pójdzie do supermarketu i wykupi połowę asortymentu, ubiegnie matkę z czwórką dzieci, która, przechadzając się wśród pustych półek, przerazi się, bo nagle okaże się, że nie ma czym wyżywić swojej rodziny. To takie ciekawe. Wszędzie; w telewizji, radiu, gazetach mówią w kółko: „unikajcie zatłoczonych miejsc, unikajcie zatłoczonych miejsc…”. Ludzie tego słuchają, niby rozumieją, bo w końcu w ich głowach panuje przekonanie, że nadchodzi apokalipsa – a na sam koniec biegną w popłochu do sklepów i tłoczą się w nich tak, że tłumy aż wylewają się przez drzwi. Potem opuszczają markety z dziesięcioma wielkimi siatami zakupów, zadowoleni z siebie, jakby udało im się osiągnąć największy sukces. Jakiś czas później mija już okres kwarantanny i nagle wychodzi na jaw, że tak właściwie to połowa ich zdobyczy zdążyła już stracić termin ważności. I wszystko do wyrzucenia. Długie godziny spędzone w sklepach na przepychaniu się, wyrywaniu sobie towarów z rąk, porywaniu do koszyków ton niepotrzebnych rzeczy, duszeniu się od panującego wokół tłoku – na marne. To aż ciekawe, jak w takich właśnie sytuacjach potrafi się ujawnić prawdziwy ludzki charakter. Jesteśmy trochę jak zwierzęta w dzikiej dżungli, walczące o przetrwanie. Łatwo oddajemy się panice, działamy bezmyślnie. Pytanie – czy potrzebnie?

 

Przerwa w edukacji

„[..] dlatego na spotkaniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego podjęliśmy decyzję o zamknięciu placówek oświatowych, wszystkich placówek oświatowych, a także szkół wyższych na dwa tygodnie, nie od poniedziałku, ale już od jutra [..]” – to słowa premiera Mateusza Morawieckiego z transmitowanej na żywo konferencji prasowej z 11 marca 2020 r.

Był to środowy, lekko deszczowy poranek. O tym, że od następnego dnia już nie przychodzimy do szkoły, dowiedzieliśmy się niemal z samego rana. Część osób z początku zareagowała z radością, jakby otrzymali darmowe wakacje w środku roku szkolnego. Jednak szybko zgasili swój zapał pod wpływem surowych spojrzeń tej części klasy, która naprawdę zrozumiała, że nie ma się z czego cieszyć. Z czasem wszyscy już zdali sobie sprawę z tego, co się naprawdę dzieje. Ze spokojem wysłuchiwaliśmy panikujących mniej lub bardziej nauczycieli, którzy zadawali nam coraz więcej zajęć na czekający nas okres kwarantanny. Jedna z pań, trzęsącymi się rękoma, prosiła nas, abyśmy zachowali spokój, mówiła, że wszystko będzie dobrze, że to tylko takie potrzebne procedury. Sama jednak była jednym wielkim kłębkiem nerwów, starającym się robić dobrą minę do złej gry. Wszyscy cichutko notowali to, o co prosiła. Nikt nawet nie próbował zaprzeczyć, zgłosić, że to za dużo. Dlaczego? Już każdy wiedział, że nie opuszczamy szkoły tylko na dwa tygodnie. Ktoś zapytał: „Proszę pani, a co z naszymi egzaminami? Zostaną przesunięte, odwołane? Co z rekrutacją do liceów?”. Nauczycielka podniosła zaszklone oczy znad klawiatury komputera i wyszeptała tylko słabo: „Nie wiem, dzieci, nikt nic nie wie…”.

Na niemal każdej lekcji otrzymaliśmy listę zadań do zrobienia przez okres kwarantanny, a także odpowiednie pouczenie dotyczące jak należy się zachowywać, gdzie nie można wychodzić, z kim się nie wolno widywać. Po 7 godzinach, skończyły się zajęcia i mogliśmy iść do domu. Była taka piękna pogoda. Zupełnie nie było śladu po lekko deszczowym poranku. Świeciło słońce, wiał delikatny, ciepły wietrzyk. W powietrzu unosił się ten charakterystyczny zapach lata, który od razu kojarzy się z wakacjami. Wracaliśmy w sześć osób. Idąc przez powoli budzący się do wiosennego życia Komorów, zastanawialiśmy się, co teraz nas czeka. Kiedy wrócimy do szkoły? Jak się rozwinie ta cała sytuacja? Pytania aż same nasuwały się na myśl, ciężko było je ignorować, gdy wokół media torturowały nas coraz to nowymi wieściami na temat pandemii. Atmosfera rozładowała się trochę, gdy jeden z naszych kolegów zażartował na jakiś temat, zupełnie nie dotyczący koronawirusa czy kwarantanny. Porzuciliśmy przykry wątek choroby i zaczęliśmy rozmawiać na zwykłe, ludzkie tematy, o których mogą konwersować roześmiani ósmoklasiści. Wdychając ciepłe, już niemal wiosenne powietrze, cieszyliśmy się wspólnie spędzonymi chwilami. Życie wydawało się wówczas takie beztroskie. W jednej chwili zdążyliśmy wyrzucić z głów wszelkie zmartwienia, cieszyć się tym, co tu i teraz, tym, że możemy razem iść i żartować. A nikt wtedy nawet nie wiedział, kiedy będziemy mogli zobaczyć się po raz kolejny…

 

Kwarantanna

Dni podczas kwarantanny wyglądają w miarę rutynowo. Pobudka, szybkie śniadanie, logowanie się do sieci na wirtualną lekcję polskiego. Potem cały dzień po części robienia zadań do szkoły, po części odpoczywania, malowania czegoś, czy pomagania w domu. Mam o tyle szczęście, że mieszkam na wsi i mogę wyjść na spacer, niemal nikogo nie mijając na ulicach. Jednak kwarantanna ma jedną prostą zasadę: ograniczenie kontaktów między ludźmi. Bardzo ciężko jest tak żyć, jednak czasem po prostu nie ma się już wyboru. Pamiętam, jak pierwszego dnia naszego wolnego od szkoły, tuż po lekcji polskiego online połączyłyśmy się z koleżankami na rozmowie video przez Messenger. Wszystkie byłyśmy zaspane, potargane, nieuczesane, ubrane w piżamy – jednak chyba nigdy tak bardzo się nie cieszyłam, że mogłam je zobaczyć. To ciekawe. Dopiero gdy wszystko, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, zostaje nam odebrane, potrafimy docenić tak małe rzeczy i cieszyć się z nich.

 

Nie ukrywajmy – cała sytuacja związana z pandemią koronawirusa jest dla nas wszystkich niezwykle ciężka. Życie już nie wygląda tak, jak wyglądało, są rzeczy, które na chwilę musimy porzucić, by zamiast tego wdrożyć nowe nawyki. Nie jest to proste – jednak czy oddawanie się panice ma jakikolwiek sens? Ciągłe sprawdzanie liczby przypadków zachorowań, śmierci, lamentowanie nad strasznym losem – czy to ma sens? Kwarantanna to rzeczywiście ciężki okres, aczkolwiek postarajmy się nie traktować tego, jak karę za największe grzechy. Kto wie – może wyjdziemy z tego silniejsi?

 

Kalina Bednarczyk 8D